Budyń jaglany z musem jabłkowym

Chyba przepadłam w temacie budyniu jaglanego. Kasza jaglana jest bardzo zdrowa, o czym już wspominałam przy okazji kotletów z kaszy jaglanej i jajek. A przyznacie, że nie ma nic lepszego niż smaczny i zdrowy deser, który można jeść na ciepło, na zimno, w domu i na wycieczce czy w pracy.

Jeszcze teraz kiedy dotarł do nas zamówiony Béaba Babycook, w którym ugotuję i zmiksuję kaszę z dodatkami oraz zrobią sos z owoców gotowanych na parze (na zdecydowaną większość w stanie surowym mam alergię, ale w razie czego z surowych owoców mus również można przyrządzić). Urządzenie kupiłam z myślą o K., żeby robić mu zupki, gotować warzywa i mięso na parze, ale na razie jest jeszcze na diecie mlecznej. Myślę, że za kilka miesięcy taki deser będzie jadł również i on.

Czytaj dalej Budyń jaglany z musem jabłkowym

Budziszowa Maszoperia – czyli gdzie na rybkę w Pucku.

Ubiegły weekend spędziliśmy „nad morzem” (bo moi drodzy Gdańsk leży nad Zatoką, do morza trochę stąd jest. Tak więc byliśmy w Łebie (Ruchome Wydmy o tej porze roku godne polecenia – cisza, spokój, i łatwiej wdrapać się pod górę przy lekko zmrożonym piasku) i w Jastrzębiej Górze. Wracając w niedzielne przedpołudnie do Trójmiasta zdecydowaliśmy zjechać do Pucka, na spacer (nigdy wcześniej w Pucku nie byłam). Kilka stopni na minusie zniechęcało niedzielnych spacerowiczów, jedynie spotykaliśmy ludzi idących z/do kościoła. I znowu – turystyczne miejsce daleko poza sezonem turystycznym – coś co lubię, cisza spokój. Stare domy, kamienice, puste molo. I śnieg nieśmiało skrzypiący pod nogami.

Przez cały weekend nie udało się nam zjeść rybki (na którą miałam straszną ochotę). Była godzina 11.30, więc dość wcześnie jak na jedzenie obiadu, ale zaryzykowaliśmy i skierowaliśmy się pod adres: Morska 13. Znajduje się tam „Budziszowa Maszoperia”.

Maszoperia (niderl. maatschappij – towarzystwo) to zespół rybaków razem prowadzących połowy na morzu, forma spółki występująca wśród Kaszubów na Pomorzu od czasów średniowiecza aż po dziś dzień.
Trudne zajęcie i niebezpieczeństwa związane z żeglugą spowodowały wytworzenie w społeczności Kaszubów pewnych zasad oraz norm ułatwiających wspólną pracę. Maszopi, członkowie maszoperii, związani byli między innymi zasadami równości i solidarności.

żródło: wikipedia.org

Budziszowa Maszopiera została założona w latach 20. XX wieku przez Antoniego Budzisza i funkcjonuje po dziś dzień. Pomiędzy portem rybackim a kościołem pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła znajduje się smażalnia prowadzona przez ród Budziszów. Do smażalni wchodzimy przez podwórze, które jest usiane przedmiotami i rzeźbami nawiązującymi do rybołóstwa. Wewnątrz zdjęcia z epoki, modele statków, karty z atlasu ryb, a kontuar jest zrobiony na wzór kutra rybackiego. Do tego buchające ciepło z kominka szybko nas rozgrzało po 1.5h spacerze na mrozie. Mimo, że południe jeszcze nie wybiło, nie było problemu z zamówieniem smażonej ryby. Zamówiliśmy filet z dorsza i soli. Do tego pięknie wysmażone frytki i świeża, robiona na miejscu surówka. Dla tych co, co chcą przedłużyć sobie przyjemność czekają m.in. marynowane opiekane śledzie do kupienia w słoikach.

Budziszowa Maszoperia
Puck, ul. Morska 13
czynne cały rok

IMG_20130217_112500Filet z dorsza z surówkami i frytkami

IMG_20130217_112614Filet z soli z surówkami

IMG_20130217_111645Wnętrze Maszoperii

IMG_20130217_111746Wnętrze Maszoperii

Bar Turystyczny [Gdańsk]

Bar Turystyczny
ul. Szeroka 8
Gdańsk

Na początku tego roku o „Turystycznym” zrobiło się głośno, po tym jak został wyróżniony przez „The Guardian”. My swoje kroki skierowaliśmy tam dopiero w minionym tygodniu. Po pracy zdecydowaliśmy się pójść na „Madagaskar 3”, a że do seansu mieliśmy ponad godzinę, to postanowiliśmy coś zjeść. Godzina to i mało i dużo. Jeśli byśmy zdecydowali się pójść do typowej restauracji – mogło by tego czasu być mało, a jedzenie w pośpiechu dobre nie jest.
Z „szybkich” jadłodalni, oprócz MxDonald’s i KFC, jest jeden mexykański bar (ale średnio nam odpowiada) i same kebaby. Zostają jeszcze bary pseudomleczne. Pseudo – bo w każdym można dostać mięso 😉

Zajrzeliśmy do turystycznego, miejsca było dość w środku, na zewnątrz niestety wszystkie miejsca pozajmowane – bo w środku duszno strasznie. Bar barem – ale klimatyzacja w naszych czasach, albo chociaż wentylator pod sufitem by się przydał.

Menu nie analizowałam, przyznaję się. W tego typu barach biorę gołąbki, placki ziemniaczane i kilka innych rzeczy, których nie chce mi się samej gotować 😉

Tym razem oboje wzięliśmy placek po węgiersku. Sam placek był mocno puszysty, ale i chrupiący. Chociaż, chyba więcej w nim mąki niż ziemniaka było. Sos za to mocno mięsny. Danie w sumie pewnie wyśmienite dla mięsożerców właśnie. Dla mnie? dorzuciłabym trochę warzyw. Porcja ogromna – spokojnie bym się najadła połówką, ale placka raczej na pół nie przekroją. Następnym razem można wziąć jednego na pół, i jakąś zupę dla M., żeby głodny nie chodził.

Ogólnie – stwierdzone na podstawie jednego placka – jedzenie dobre i pewnie jeszcze kiedyś tam zajrzymy na wypróbowanie czegoś innego.

W przeciwieństwie do całodobowego Kmaru na Przymorzu, gdzie w pierogach „z jagodami” zamiast zestawu jagody+cukier, było coś słodko-jagodowego-jakby-zaciągniętego-mąką, a pierogi z mięsem były po prostu mdłe…

Dom Harcerza [Gdańsk]

Dom Harcerza
ul. Za Murami 2-10
Gdańsk

Kilka minut od Długiej, lekko na uboczu (w stronę Dolnego Miasta, czyli tam, gdzie turyści się nie zapuszczają) znajduje się Dom Harcerza. Oczywiście jest tam siedziba harcerzy, są niedrogie pokoje noclegowe, jest również jadłodajnia. Powiedzieli nam o niej znajomi, ja się śmieję, że Ci znajomi od jedzenia 😉 bo lubimy dobrze zjeść i często jadamy wspólnie. W Domu Harcerza z M. jedliśmy już kilkakrotnie.

Czytaj dalej Dom Harcerza [Gdańsk]

Ogrodniczo

Dziś w końcu się zebrałam w sobie i zabrałam się za sianie. Na razie wszystko na parapetach w mieszkaniu, docelowo część wyląduje na balkonie. Mam nadzieję, że pomidorom wystarczy wschodnia ekspozycja i nie wywieje ich z balkonu. Tak więc posiane zostały: marchewki (długie kolorowe, i marchewkowego koloru przypominającego kształtem rzodkiewkę), szpinak, pomidory (4 rodzaje), żółte poziomki, pietruszka, koperek, szczypiorek, cebula siedmiolatka oraz 2 rodzaje ozdobnych słoneczników i słodki groszek. Przy okazji przesadziłam mięte oraz ostrą papryczkę, która po przejściach przypomina dziwne bonsai. Po barbarzyńsku ucięłam 5 małych, niedojrzałych papryczek – żeby roślinka skupiła się na odbudowie listowia.