Szybkie wegańskie ciasto kakaowo-migdałowe

Czasem tak mam, że chcę ciasto czekoladowe. I nie ma bata, musi być 😉 Zazwyczaj kończyło się na tym, że wysyłałam M. do cukierni bo czekoladowe ciasto z czekoladowym kremem, najlepiej polane czekoladą. Jeden kawałek mi starczał, potrzeba była nagła, więc jakoś przebolewałam, że kupne. Ale odkąd jestem na diecie bezglutenowej (bezjajecznej i bezmlecznej), to se ne da. Więc ciasto powstało z potrzeby chwili. Wymieszane trzepaczką balonową, upieczone w 30 minut, zjedzone jeszcze lekko ciepłe. Potrzeba zaspokojona, a i jutro do kawy też coś dobrego będzie. Czytaj dalej Szybkie wegańskie ciasto kakaowo-migdałowe

Markizy z kremem czekoladowym

Idealnie kruche ciasteczka, przełożone wyrazistym w smaku czekoladowym kremem. Oczywiście klarowane masło można zastąpić zwykłym i użyć zwykłej mąki, ale gorąco zachęcam do wypróbowania w podanej niżej wersji. Nie jestem lekarzem, ani dietetykiem. Ale po 6 tygodniach wykluczenia z diety pszenicy, glutenu i mleka, czuję się dużo lepiej i lżej. I nawet minimalnie mnie trochę zaczyna ubywać 😉

Masa czekoladowa – to bezmleczna i bezglutenowa wersja nutelli, no i trochę mniej słodka, chociaż to już pozostawiam indywidualnym upodobaniom. Z podanych składników kremu wychodzi ok. 300 ml, do wykorzystania również do kanapek, naleśników albo „doprawienia” owsianki czy kleiku ryżowego.

Czytaj dalej Markizy z kremem czekoladowym

Tort kokosowo-ananasowy. Bez glutenu, jajek i laktozy

Torty kojarzą mi się z podniosłymi uroczystościami. Urodzinowe, weselne, świąteczne. Dość często są one pracochłonne, słodkie. I może dlatego, że nie jest to takie „codzienne” ciasto, tak wyjątkowo smakują. Kilka tortów już popełniłam. Mam idealny przepis na biszkopt, który zawsze mocno i równo rośnie. Krem z bitej śmietany. I tylko wystarczy dodać sezonowe owoce, jakieś orzechy, czekoladę czy kawę. A tu przyszedł czas, że ani biszkoptu otrzymującego gąbczastej struktury z dobrze ubitej piany, ani puszystego kremu z kremówki. A do tego mąka bezglutenowa (znana w moich kręgach jako „bezsmakowa”), która zupełnie zmienia strukturę ciasta.

Jak na pierwsze podejście, jestem z siebie bardzo zadowolona. Jest kilka rzeczy które na przyszłość muszę poprawić. M. postanowił zrobić mi niespodziankę, i usłyszawszy, że będę tort piec, nic mi nie mówiąc zaprosił na wieczór znajomych, tak więc mój pierwszy bezglutenowy tort został przetestowany na gronie 3 osób (plus ja), wszystkim smakowało, tylko dla mnie było trochę za słodkie 😉

Do ciasta użyłam mąki gryczanej oraz mieszanki z mąki ryżowej i kukurydzianej bezglutenowej – sama mieszanka kukurydziano-ryżowa jest… bez smaku, natomiast przy użyciu samej mąki gryczanej wyszły by ciężkie, razowo-podobne blaty. Krem zrobiłam z mleka kokosowego. Po schłodzeniu ubija się na sztywno jak kremówka. Ja troszkę za szybko dodałam cukier, więc przy nakładaniu trochę spływała. Ale po nocy w lodówce krem nabiera odpowiedniej konsystencji.

tort-3

Czytaj dalej Tort kokosowo-ananasowy. Bez glutenu, jajek i laktozy

Czekoladowe perły

Zamiast karmić w pracy urodzinowym ciastem, postanowiłam karmi czekoladowo-kokosowymi kulami. Takie mega-czekoladki, coś jak znany baton bounty, ale domowej roboty. A co najważniejsze bez glutenu, jajek i laktozy 😉 Z nazwy proszę się nie śmiać, M. wymyślał 😉

Amaretto jest opcjonalne, a gorzką czekoladę można zastąpić deserową lub mleczną, w zależności od preferencji. Dla osób lubiących kontrasty polecam pozostanie przy gorzkiej czekoladzie, która dość kontrastuje z słodkim wnętrzem.

Czytaj dalej Czekoladowe perły

Ciasteczka pełnoziarniste

Może i apetycznie nie wyszły na zdjęciach, ale może to kwestia staranności wykonania (zarówno ciastek, jak i zdjęć ;)). Tak czy siak – smaczne, i pokusiłabym się na określenie, że zdrowe. Przygotowane specjalnie na szkolenie z trymu, taktyki i strategi dla jachtów klasy 505. Ciasteczka o tyle są fajne – że za każdym razem możemy tworzyć własną mieszankę – swobodnie można zmieniać proporcje oraz składniki. Jeżeli masa wyjdzie nam zbyt mokra – dosypujemy 1-2-dwie łyżki mąki, zbyt sucha – dodajemy 1-2 łyżki zimnej wody.

 

Składniki:

– 1/2 kostki margaryny lub masła
– 1/2 szklanki cukru
– 1 jajko
– 1 szklanka mąki pełnoziarnistej
– 1 i 1/2 szklanki: otrębów pszennych, owsianych, wiórków kokosowych, płatków migdałowych, żurawiny, pokruszonej gorzkiej (lub białej lub mlecznej) czekolady, rodzynków, dowolnych orzechów

Margarynę ucieramy z jajkiem i cukrem, dodajemy mąkę i mieszankę otrębów w bakaliami i ucieramy na jednolitą masę (w przypadku malaksera – do pojemnika z ostrzami dodajemy margarynę, jajko, cukier, mąkę i mieszankę – mieszamy pulsacyjnie do połączenia składników). Masa powinna być lepka, ale zwarta. Za pomocą łyżeczki nabieramy porcję ciasta i układamy ciasteczka na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180*C przez ok. 10 min. na złocistobrązowy kolor.

 

Tarta pomarańczowo-cytrynowa

Mocno owocowa, słodko-kwaśna tarta. Wszystko dzięki świeżo wyciśniętemu soku z owoców wraz z miąższem. A to wszystko przykryte słodką bezą. U mnie mało efektownie pod względem wizualnym, bo postanowiłam popsuć bezę, ale wiem co i jak, więc Wam powinna wyjść ładna, puchata. Następnym razem postaram się nie popsuć, to podmienię zdjęcie 😉

Składniki (forma o średnicy 20cm):

ciasto:
– 70 g zimnego masła
– 0,75 szklanki mąki pszennej zwykłej
– 0,25 szklanki mąki pszennej tortowej
– 0,25 szklanki zimnej wody
– 0,5 łyżeczka soli

nadzienie:
– sok i skórka z 2 cytryn i 3 pomarańczy – w sumie soku powinno być ok. 350-400ml
– 3 jajka
– 120g cukru + cukier równy objętości 3 białek
– 1 łyżka masła
– 1 opakowanie budyniu śmietankowego
– szczypta soli

Masło kroimy na kawałki, dodajemy mąkę i sól i mieszamy nożem. Dodajemy zimną wodę i energicznie wyrabiamy ciasto na jednolitą, gładką masę.* Ciasto zawijamy w folię spożywczą i odstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny.

Cytryny i pomarańcze sparzamy wrzątkiem, skórkę ścieramy na tarce, a następnie wyciskamy sok z owoców – najlepiej na wyciskarce do cytrusów, tak aby sok był razem z miąższem. Sok przelewamy do rondelka, dodajemy do niego startą wcześniej skórkę, 120g cukru oraz łyżkę masła i podgrzewamy, aż cukier i masło całkowicie się rozpuszczą. W miseczce roztrzepujemy żółtka i dodajemy je do soku – od tego momentu cały czas mieszamy trzepaczką, żeby jajko się nie ścięło. Następnie dodajemy budyń i mieszając podgrzewamy na średnim ogniu, aż masa zgęstnieje – aż zrobi się nam po prostu budyń. Ważne – nie zagotowujemy, jeśli sok z jajkami przed zgęstnieniem zacznie bulgotać, to ściągamy go na chwile z ognia.

Ciasto rozwałkowujemy na placek o średnicy 22-24 cm i wykładamy nim formę**, następnie wlewamy na to masę i wstawiamy na 15 minut do nagrzanego do 180°C piekarnika.

W między czasie przygotowujemy bezę – białka ubijamy na sztywno z szczyptą soli, dodajemy do nich cukier w takiej samej ilości objętościowo co było białek i ubijamy aż cukier całkowicie się rozpuści, a piana stanie się błyszcząca.

Wyciągamy ciasto, na wierzchu układamy bezę. Piekarnik skręcamy 120*C, włączamy termoobieg i wstawiamy z powrotem ciasto – na najniższą półkę i pieczemy, aż beza zacznie delikatnie brązowieć. W zależności od piekarnika zajmie to od 15 do 30 minut. Po upieczeniu ciasto odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

*)Posiadacze malaksera: mąkę, masło i sól wkładamy do misy z ostrzami. Pulsacyjnie mieszamy dokładnie składniki. Dolewamy zimną wodę i dalej pulsacyjnie miksujemy ciasto, aż połączy się w jednolitą, gładką masę (dosłownie wystarczy kilka razy po 5 sekund)

**) Dotyczy form metalowych i silikonowych, w ceramicznej formie należy najpierw podpiec ciasto przez 5 minut, skracając później czas pieczenia z masą.

Chrust

Co prawda tłusty czwartek był wczoraj, ale jeszcze zostaje ostatni weekend karnawału. A jak nie – to zapraszam do wypróbowania przepisu za rok. Sama smażyłam faworki, chrustem zwane w środę. Ale nie byłam zadowolona z efektu – były to moje pierwsze faworki. Drugie – czwartkowe podejście – było już lepsze. Było więcej bicia i cieniej rozwałkowane ciasto. I to był klucz do sukcesu.

Przepis dostałam od Agatki z Spoon of Taste – zmodyfikowałam go trochę – zamiast śmietany dałam jogurt naturalny oraz dodałam trochę soku z cytryny, co delikatnie orzeźwia i nie powoduje efektu przesłodzenia po zjedzeniu dwóch faworków.

Składniki na małą porcję, ale zawsze łatwiej mnożyć składniki, niż dzielić 😉

Składniki:

– 1 żółtko
– 4 łyżeczki cukru pudru + do posypania
– 100g mąki pszennej
– 1 łyżka jogurtu naturalnego
– 1 łyżka wódki
– 1 łyżka soku z cytryny

– smalec do smażenia, tak aby przynajmniej wypełniał rondel/patelnię na 1 cm wysokości

Żółtko ucieramy z 4 łyżkami cukru pudru na puszystą masę. Dodajemy mąkę, jogurt, wódkę i sok z cytryny i wyrabiamy ciasto aż będzie jednolite i elastyczne. Następnie przez ok. 10 minut energicznie ubijamy wałkiem ciasto – gdy ciasto będzie miało 0,5 cm grubości składamy je na 4 i bijemy dalej.

Następnie ciasto dzielimy na dwie porcje i cieniutko rozwałkowujemy – na grubość ok. 1 mm. Rozwałkowane ciasto kroimy an paski o szerokości 2 cm, w środku każdego robimy nacięcie zostawiając 1-2 cm zapas na każdym końcu. Jedną końcówkę faworka przekładamy przez środek.

Faworki smażymy na rozgrzanym tłuszczu po kilka sekund z każdej strony – najlepiej przygotować faworki, włożyć ok. 4 na patelnię i gdy położymy ostatniego, pierwszego można obracać, gdy obrócimy wszystkie – wyciągamy z oleju. Układamy na ręczniku papierowym i od razu posypujemy cukrem pudrem.

Tarta z karmelizowanym jabłkami

Przepis na kruche ciasto autorstwa Julii Child (zmniejszyłam tylko ilość masła), i tradycyjnie z lenistwa nie podpiekałam spodu), i całość ciasta wyrobiłam w malakserze, tak fajne wyszło, że nie widziałam sensu zagniatać go ręcznie jeszcze bardziej. Pracy przy cieście niewiele, ale trzeba wziąć pod uwagę 2 godziny leżakowania w lodówce oraz minimum 1 godzinę na przestygnięcie (zgęstnienie karmelu). Tak czy siak – myślę, że warto trochę poczekać dla słodko-kwaśnego, kruchego kawałka tarty.

tarta_j_1

Czytaj dalej Tarta z karmelizowanym jabłkami

Pierniczki

Co prawda zostały już tylko 2 tygodnie do Świąt, więc tak na prawdę to ostatnia chwila na pieczenie pierniczków. Takich na miodzie, co potrzebują poleżeć, aby z twardych zaraz po upieczeniu zrobiły się przyjemnie miękkie. Przez kilka lat samodzielnego ich pieczenia zauważyłam, że te grubsze są szybciej do jedzenia (bez ryzyka połamania zębów, bo za dzieciaka zjadliwe były w każdym stadium i w każdej ilości). Pierniki u mnie w domu były co roku, obowiązkowo. Dekorowane często do spóły z krewnymi i znajomymi. Z rodzinnego domu już wyfrunęłam, ale tradycja pozostaje, są i pierniczki.

Jakby co, to ja tegoroczne piekłam wczoraj. Moja mama zresztą też, więc jeśli jeszcze ktoś z Was pierniczków nie upiekł, to jeszcze może pobiec do sklepu po składniki, zarobić ciasto i jutro delektować się korzennym zapachem 🙂

Na zdjęciu poniżej ilość pierników z 3/4 porcji (pudełko jest mniej więcej formatu a4, wysokie na 10cm).

Składniki:
– 45 dkg miodu
– 40 dkg cukru
– 5 łyżek masła
– 3 całe jajka
– 1 kg mąki
– 2 dkg sody (2 płaskie łyżeczki)
– 6 łyżeczek przypraw korzennych
– 1 łyżka kakao

W garnku zagotowujemy wodę, na garnku stawiamy miskę (żaroodporną lub metalową), do miski przekładamy miód, cukier i masło, mieszamy regularnie. Gdy składniki się całkowicie rozpuszczą zestawiamy miskę z garnka i odstawiamy do przestygnięcia na 15-20 minut. Do przestudzonej masy wbijamy jajka i łączymy wszystko trzepaczką.

Do dużej miski wsypujemy mąkę, sodę, przyprawę oraz kakao i mieszamy. Do miski z mąką wlewamy mokre składniki i mieszamy wszystko dokładnie łyżką. Gdy ciasto się zacznie się łączyć przekładamy je na stolnicę i wyrabiamy energicznie. Wyrobione ciasto zawijamy w folię spożywczą i wstawiamy na minimum 4 godziny do lodówki (można na całą noc).

Ciasto dzielimy na porcje, z każdej rozwałkowujemy placek o grubości 3-5 mm. Z ciasta wykrawamy pierniczki, które przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180*c na 10 minut. Po upieczeniu przekładamy pierniczki na kratkę do ostudzenia. Ostudzone pierniki przekładamy do pudełka, zamykamy i odstawiamy w chłodne, ciemne miejsce na minimum 7 dni.

Dekorowanie – dekorować można za równo po upieczeniu (i przestudzeniu), jak i po ich leżakowaniu. Ja często robię to na raty, szczególnie przy większej ilości. Dekorujemy czekoladą, lukrami, karmelem. Za pomocą lukru i czekolady możemy przykleić bakalie lub kolorowe posypki. Tu nas ogranicza tylko wyobraźnia.